Pożegnanie dzieciństwa

Po śmierci żony Ludwik Martin sprzedał zakład koronkarski i wraz z córkami przeniósł się do Lisieux. Życie rodziny zmieniło się całkowicie. Pan Martin, po przejściu na rentę, dzielił swój czas między pracę w ogrodzie, łowienie ryb oraz lekturę, medytację i modlitwę; zaś starsze córki z pomocą służących zajęły się domem i wychowaniem najmłodszych - Celiny i Teresy.

Lata smutku

Mała Tereska tak głęboko przeżyła utratę ukochanej mamy, że będzie potrzebowała dziesięciu lat, żeby otrząsnąć się z melancholii i przygnębienia. Ojciec, widząc stan, w jakim znalazła się jego "mała Królewna" - jak nazywał swą najmłodszą latorośl - nie od razu zdecydował się posłać ją do szkoły. Wiedział, że potrzebuje ona dużo ciepła i kontaktu z najbliższymi. Dopiero w wieku dziewięciu lat dziewczynka po raz pierwszy weszła do klasy pełnej dzieci. Nie miała problemów z nauką. Ale wszelkie próby zaprzyjaźnienia się z rówieśniczkami kończyły się bolesnym niepowodzeniem. Teresa stroniła od żywiołowych zabaw. Za to pięknie opowiadała historyjki i zajmowała się młodszymi dziewczynkami. Lubiła także wpatrywać się w obrazy. Często płakała potajemnie. Będą to najboleśniejsze lata jej życia - lata pełne smutku i poczucia głębokiej samotności, z czym nie mogło sobie poradzić jej wrażliwe dziecięce serce.

Wybór Pauliny

Smutek osieroconego dziecka jeszcze bardziej się pogłębił, gdy dziewczynka przeżyła rozstanie z kolejną najbliższą osobą. Tuż po śmierci matki Teresa z płaczem rzuciła się w ramiona swej siostrze Paulinie, prosząc ją, by teraz ona została jej mamą. Pięć lat później Paulina usłyszała w sercu głos powołania. Wybrała Karmel. Od tego czasu mała Tereska jeszcze dotkliwiej odczuwała opuszczenie. Coraz częściej bywała rozdrażniona. Pojawiły się także silne bóle głowy, które przeszkadzały jej w nauce. "W jednej chwili pojęłam, czym jest życie; dotychczas nie wydawało mi się smutne, ale ukazało mi całą swoją rzeczywistość i spostrzegłam, że jest nieustannym cierpieniem i rozłąką. Płakałam gorzkimi łzami" - napisze później. Jednocześnie jednak 9-letnia Tereska - słuchając opowieści Pauliny o życiu dla Jezusa - poczuła wyraźne pragnienie przekroczenia klasztornych murów, by pozostać w nich na zawsze: "Poczułam, że Karmel jest tą pustynią, na którą i mnie Pan Bóg wzywa, bym się w niej ukryła... Chciałam pójść do Karmelu nie ze względu na Paulinę, ale dla samego Jezusa".

Uśmiech Maryi

W wieku 10 lat Tereska ciężko się rozchorowała. Niezabliźnioną ranę, jaką była śmierć matki, odnowiło odejście Pauliny do klasztoru. Odporność psychiczna dziewczynki została poważnie osłabiona. Miała jadłowstręt, męczyły ją halucynacje, a ciałem wstrząsały dreszcze. Doszło do tego, że Teresa nie rozpoznawała swoich bliskich. Lekarze nie potrafili jej pomóc. Lecz oto 13 maja 1883 r., w dniu Zesłania Ducha Świętego, stało się coś niewytłumaczalnego.
Przy łóżku chorego dziecka stała gorąco czczona przez całą rodzinę figurka Matki Bożej. W pewnym momencie Teresa zobaczyła, jak Maryja uśmiecha się do niej. Po latach tak opisze to cudowne widzenie: "Nagle Najświętsza Panna wydała mi się piękna, tak piękna, że nigdy nie widziałam nic równie pięknego. Jej twarz tchnęła dobrocią i niewypowiedzianą czułością, ale tym, co przeniknęło mnie aż do głębi duszy, był czarujący uśmiech Najświętszej Panny. Rozwiały się wszystkie moje utrapienia; dwie wielkie łzy wysunęły się spod powiek i cicho spłynęły po policzkach, a były to łzy niezmąconej radości". Po tym widzeniu dziewczynka wróciła do zdrowia.

"Cud" Bożego Narodzenia 1886 r.

Po wstąpieniu Pauliny do Karmelu ukochaną opiekunką Teresy stała się najstarsza z sióstr, Maria Ludwika. Lecz również ona usłyszała głos powołania i w październiku 1886 r. przekroczyła bramę klasztorną. Dla Tereski oznaczało to kolejny dramat osobisty. Stan jej psychiki znów się pogarsza. Martwi się nieustannie, nie umie sobie poradzić z najprostszymi czynnościami dnia codziennego. Dręczą ją skrupuły. W rozpaczy zwraca się o pomoc do czwórki zmarłego rodzeństwa. Ich wstawiennictwo okazuje się bardzo skuteczne: Teresa odzyskuje spokój. Nie jest to jednak ostateczne uzdrowienie jej duszy. Do tego dojdzie w noc Bożego Narodzenia 1886 r. za sprawą błahego z pozoru incydentu. Teresa przypadkiem usłyszała słowa ojca, który żalił się, że ze względu na nią wciąż trzeba praktykować zwyczaj umieszczania w kominku bucików z prezentami. Ta francuska tradycja dotyczyła tylko małych dzieci, a Teresa była już przecież 14-letnią panną. Słowa ojca silnie ją poruszyły. W pierwszym odruchu chciała się rozpłakać, lecz nagle wstąpiła w nią jakaś nowa siła. Mała Terenia uległa wewnętrznemu uzdrowieniu. W jednej chwili ze słabego i delikatnego dziecka stała się dojrzałym i świadomym swego życiowego powołania człowiekiem. A powołaniem tym był Karmel.

Pierwszy pocałunek Chrystusa

Teresa bardzo głęboko przeżywała swą Pierwszą Komunię św., którą sama nazwała pierwszym pocałunkiem Chrystusa. Ten szczęśliwy dzień nastał 8 maja 1884 r. i zbiegł się z profesją zakonną Pauliny, która przyjęła imię siostry Agnieszki od Jezusa. Po przyjęciu Hostii Teresa, ku zdumieniu koleżanek, rozpłakała się. Były to łzy wzruszenia i wdzięczności. Od tej pory przystępowała do Uczty Eucharystycznej tak często, jak było to możliwe.

Łaska dla mordercy

W 1887 r. Francją wstrząsnęła wieść o okrutnym zabójstwie dwóch dorosłych kobiet i 13-letniej dziewczynki. Mordercę, którym okazał się człowiek o nazwisku Henryk Pranzini, schwytano po kilku dniach i skazano na szafot, czyli śmierć przez zgilotynowanie. Podczas procesu winowajca zachowywał się arogancko i nie okazał ani cienia skruchy. Ohyda zbrodni sprawiła, że nikt mu nie współczuł. Nikt z wyjątkiem Teresy Martin. Wbrew głosom powszechnego potępienia zaczęła się żarliwie modlić za niego, prosząc Pana Boga o miłosierdzie dla zabójcy. Nadszedł w końcu dzień egzekucji. Skazaniec, zatwardziały grzesznik, w pierwszym odruchu odepchnął przybyłego doń księdza. W ostatniej chwili jednak chwycił krucyfiks i ucałował go ze czcią. O zdarzeniu tym Teresa dowiedziała się nazajutrz z gazety i aż rozpłakała się z radości. Był to dla niej wyraźny znak, że grzesznik nawrócił się w ostatnich chwilach życia, a Bóg mu przebaczył. Od tej chwili Teresa postanawia uczynić wszystko, by przyprowadzić do Jezusa Miłosiernego jak najwięcej dusz grzeszników.

W Nasza Arka, listopad 2005

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz